2013/06/10

Recenzja cieni MUG.

Dobry wieczór :)



Otóż napisałam, że będzie dziś post o dobrociach z MakeUp Geek, tak więc słowa dotrzymuję.


Spośród wszystkich cieni wybrałam sobie 10 moim zdaniem najładniejszych, dorzuciłam do nich 2 ulubieńce z Inglota i tak oto skompletowałam sobie paletkę. W doborze kolorów przypomina mi trochę paletkę Naked. Ta, którą ja dysponuję pochodzi z Inglota z serii Freedom System - jest bez żadnych przegródek, wyłożona folią magnetyczną, mieści się w niej 12 cieni (okrągłych i kwadratowych), koszt to 15zł. Można ją dostać niestety tylko w większych sklepach Inglota, w tzw. 'wyspach' w centrach handlowych raczej jej nie dostaniecie. Paletka jest przewygodna, bo dzięki braku przegródek możecie do niej wsadzać dużo cieni, bez problemu je wyjmować i zamieniać miejscami, a przede wszystkim rozmiar cienia nie ma znaczenia! :)

Moją skompletowałam w następujący sposób:
- górny rząd to 4 cienie brązowe
- w środkowym umieściłam ciebie rozświetlające, perłowe
- w trzecim rzędzie mam ciemne kolory, głownie fiolety.



Opiszę cienie po kolei, zaczynając od górnego rzędu:

- Purely Naked   - cień z bardzo lekkimi złotymi drobinkami, w wykończeniu przypomina cienie double dparkle z Inglota, na powiece wygląda raczej na matowy, jasny brąz.
- Creme Brulee   - zupełnie matowa wersja poprzedniego cienia, lekko bardziej napigmentowana.
- Frappe   - typowy średni, matowy brąz. dobrze sprawdza się w załamaniu powieki.
- Mocha   - matowy, ciemny brąz. idealny do zaznaczania brwi i przyciemniania zewnętrznego kącika oka.
- Inglot 495   - bardzo jasny, niemal biały perłowy cień. przepięknie rozświetla!
- Inglot 497   - również jasny, perłowy cień, jednak niebo bledszy i w cieplejszym, brzoskwiniowym odcieniu
- Cinderella   - blady 'brudny róż' o perłowym wykończeniu
- Cosmopolitan   - mój absolutny ulubieniec ze wszystkich cieni. bardzo perłowy, w intensywnym ciepłym odcieniu. kolor to coś pomiędzy koralem a brzoskwinią. CUDOWNY!

- Prom Night   - cień o satynowym wykończeniu, coś pomiędzy jasnym fioletem a szarością.
- Last Dance   - bardzo ciemny matowy fiolet z niewielką ilością drobinek.
- Sensuous   - piękny mocny śliwkowy fiolet z dużą ilością złotych drobinek, cień wieczorowy!
- Corrupt   - głęboka, matowa czerń. teoretycznie są w niej drobinki, jednak na powiece ich w ogóle nie widać.


Od lewej: last dance, prom night, sesnuous, purely naked, creme brulee, frappe, mocha, inglot 497, inglot 495, cinderella, cosmopolitan, corrupt.






Tym zestawem cieni można zrobić każdy rodzaj makijażu. Obojętnie czy będzie to makijaż dzienny, wieczorowy, biurowy czy imprezowy - te cienie poradzą sobie z nim świetnie.
W jakości bardzo przypominają mi Inglota, są prawie nie do rozróżnienia. Wagę i rozmiar mają te same, dobrze się nimi pracuje, są mocno napigmentowane, jednak tak jak Inglot lubią się lekko osypywać i przy tym brudzić opakowanie. Ale z odpowiednią bazą i pędzelkiem nie będziecie tego nawet zauważać.
Nie zarabiając w dolarach raczej nie będzie nam się opłacało zamawiać ich aż ze Stanów, jednak dla osób w Stanach mieszkających jest to cenowy odpowiednik naszego Inglota. Choć zaznaczam - w Stanach Inglot ceni się dużo bardziej niż w Polce, bo ceny jego produktów są niemal identyczne jak z cenami firmy MAC. Dla przykładu jeden cień MUG kosztuje 6$, Inglota 10$, a MACa 11$.
Wydaje mi się jednak, że niektóre cienie MUG dłużej utrzymują się na powiekach niż Inglot. Mówię oczywiście o wariancie bez bazy, bo z jej zastosowaniem cienie na moich oczach są nie do zdarcia (i nie do zmycia...). Dlatego baz jako takich nie stosuję wcale. Wolę cień w kremie lub kredkę, starcza mi to nawet na całonocną imprezę.


Choć cienie mam stosunkowo niedługo, to jednak póki co nie widzę w nich żadnych znaczących minusów poza lekkim osypywaniem się. Bardzo podoba mi się mnogość wykończeń, bo w 18 cieniach które ja posiadam mam matowe, półmatowe, perłowe, metaliczne i z drobinkami. Czego więcej chcieć do szczęścia..? :)



Dobranoc!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz